środa, 21 grudnia 2011

Co trzeba zrobić żeby dobrze mówić po francusku? Po pierwsze, trzeba przyjąć postawę elokwentnego Francuza, którą przyjmuje tu niemal każda Żaba. Bez przerwy należy wtrącać do rozmowy wstawki, przerywniki  potwierdzające naszą prawdomówność, takie jak: szczerze mówiąc, będąc szczerą, bez wygłupów, poważnie mówiąc, faktycznie, w rzeczywistości etc... . Oni powytwarzają to niemal bez przerwy! Jakby niemożliwe było sklecenie jednego zdania bez nieustannego zapewniania swojego interlokutora: "w tym momencie nie kłamię". Aby umiejętnie mówić językiem żabojadów nie należy również zapominać o tym, jak bardzo wierzymy w to co mówimy. Należy zatem niepostrzeżenie dodawać na koniec zdania: tak myślę, wierzę, tak mi się wydaje, mam nadzieję. Osobiście też zaczynam "wierzyć" w to co mówię i nie waham się tego okazywać. Kolejna wskazówką dla amatorów francuskiego będzie to, że trzeba dodawać dużo przysłówków. Francuz co 30 sekund wypuszcza ze swojej buźki ciągnące się kilometrami długie przysłówki takie jak: vachement, énormément, généralement, habituellement co można by przetłumaczyć jako: niesamowicie, strasznie (ogromnie), generalnie, zazwyczaj. Generalnie te trzy sztuczki sprawiają, że niemal każdy dyskurs wydaje się być niebanalny i elokwentny a nasz rozmówca pewny swego. Ach i nie zapominajcie co jakiś czas mruknąć czy stęknąć: baaahhh ché pas...  (baahhh nie wiem...). Moje ulubione to : O la la... To ostatnie uważam za niesamowicie zabawne, szczególnie że w polskim dyskursie  brzmi to dość idiotycznie, co oczywiście nie przeszkadza mi artykułować słynnego O la laaa...  ze sporą częstotliwością.
Poza tym ostatnio zauważyłam, że np po polsku używamy często słowa "zepsute", czego tutaj się w ogóle prawie nie stosuje. My mamy zepsuty telefon, zepsute jedzenie, natomiast Francuzi wszystko uśmiercają. Jak telefon nie działa, mówi się, że jest mort (martwy), podobnie jest z jedzeniem i sprzętami domowymi. Nawet jak człowiek jest po prostu zmęczony od razu przenosi się do Hadesu i jest mort. Nie wydaje mi się to niesamowita zagadką językową, ale w każdym razie mnie to zaintrygowało, bo jak wiadomo z niczego się to nie wzięło.
Dzisiaj zmusiłam się i po pracy poszłam kupić w markecie kartki świąteczne co by się nie zadłużyć, ale i też dlatego, że na poczcie ich nie znalazłam.... Dziwne? Notabene tutaj poczta jest pocztą, a nie jak w Polsce instytucją wielobranżową, która sprzedaje zabawki, kąpielówki, smoczki, tampony i opony zimowe.... Jak jednak widać specjalizacja doprowadziła pocztę francuską do stadium, w którym już nawet kartki świątecznej nie przydybasz. a może ja po prostu nie mam szczęścia do dobrych poczt... Chyba jest to prawdą, bo już dwa razy jak kupowałam znaczki do Polski zapytano mnie czy Polska jest w Unii Europejskiej... Pozostawię to bez komentarza..
Jeśli chodzi o inne dziwne przypadki to obecnie jestem też w trakcie szukania fotografa. Jeszcze żadnego nie zlokalizowałam, ale co jakiś czas obijam się o maszynę do drukowania zdjęć (obok maszyny do robienia zdjęć), modląc się żeby nie był to jednak substytut PRAWDZIWEGO fotografa, który wywołuje zdjęcia dłużej niż 10 sekund... . Zobaczymy, ale po doświadczeniach z pocztą nie jestem takiej dobrej myśli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz