sobota, 25 lutego 2012

Bibilioteka Saint-Geneviève

               Dzisiaj wstałam wczesnym porankiem, posiliłam się jakimś muffinkiem ze Starbucksa i podążyłam do biblioteki pisać moja pracę magisterską. Wreszcie się zmotywowałam i byłam z tego faktu bardzo dumna, ale nie wiedziałam jeszcze jaka miła niespodzianka na mnie czeka na miejscu. Otóż za cel mojej naukowej wycieczki obrałam sobie nie byle jaką bibliotekę, ale sorbońską Saint-Geneviève. Metrem udałam się w okolice Panteonu, przy którym stoi budynek biblioteki nazwanej imieniem patronki Paryża- Św. Genowefy. Uwierzcie, ale mimo, że już kilka osób mówiło mi, że biblioteka jest przepiękna, niemal padłam z wrażenia. Jest przepiękna! Stara, bo wybudowana w 1851 roku przez francuskiego architekta Henri'ego Labrouste'a,  dzięki czemu atmosfera panująca w czytelni przenosi nas w inną epokę!
              Co najciekawsze, to odkąd zaczęłam interesować się historią Francji a szczególnie Paryża, czyli gdzieś w wieku 13-14 lat próbowałam tę bibliotekę zlokalizować. Dlaczego? Kiedyś, gdy przeglądałam jakaś książkę traktującą o studiach w Paryżu natrafiłam na zdjęcie dziewczyny czytającej książkę przy zielonej lampce. Od tego czasu moim głupim dziecięcym marzeniem było właśnie usiąść i postudiować stare pisma właśnie przy tej lampce, właśnie w Paryżu. I proszę, wchodzę do przepięknej sali wypełnionej po brzegi starymi drewnianymi półkami z malowanymi ręcznie wzorami, które stoją na balkonach otaczających czytelnię i widzę w ch* zielonych lampek! Radość!!! 
Z głową w górze i oczami podziwiającymi światło wpadające przez liczne okna i oświetlające malowidła ścienne podchodzę do pani i pytam o miejsce z gniazdkiem (bo tryb ekonomiczny mojego laptopa pożera całą baterię w niecałe 2 godziny). Pani obmyła wypełnioną po brzegi salę (ludzi jakby rozdawali tam darmowe IPhony), która ma 715 miejsc siedzących i proponuje mi miejsce w jakiejś obleśniej sali obok, gdzie gniazdek jest dużo. Zerknęłam na te salę obok, na salę główną, znowu na salę obok, i znowu na salę główną i stwierdziłam, że choćbym miała usiąść komuś na kolanach miejsce tutaj znajdę! Ja tutaj spełniam marzenia do cholery i nie będę siedziała w jakieś normalnej sali. O nie! 
Miejsce znalazłam, nawet blisko wtyczki, więc mogłam spokojnie pracować 3 godziny i pisać swoje wypociny, które mają mi zapewnić tytuł magistra. Jeszcze przez jakieś 10 minut od znalezienia miejsca pogapiłam się na bibliotekę i  na Chinkę siedzącą obok mnie i pisząca smsa tymi śmiesznymi chińskimi znaczkami i zabrałam się do pracy.
Z kwestii praktycznych należy zapamiętać, że jest to biblioteka ogólnodostępna. Nie trzeba być ani Francuzem ani studentem francuskiej uczelni, żeby móc z niej skorzystać. Czynna jest do 22.00 więc pewnie pójdę tam kiedyś późnym wieczorem-musi wyglądać pięknie nocą...  Zbiory liczą ponad milion woluminów. Znajdziemy tam też 15 000 magazynów  zarówno francuskich jak i zagranicznych, z których 3 320 jest ciągle prenumerowanych. Do tego dochodzi ponad 85 000 różnych starych prac magisterskich, doktoratów i archiwalnych czasopism (wiedza o zbiorach pochodzi oczywiście z zagrożonej ACTA Wikipedii). W każdym razie jeżeli tylko będziecie mieli okazję do tej biblioteki iść naprawdę warto! Chociażby żeby popatrzeć...