środa, 28 marca 2012

nie bez przyczyny jedzą ślimaki...

Ostatnio coraz bardziej denerwuje mnie tempo chodzenia Francuzów. Beh nie tylko chodzenia ale w ogóle brak ogarnięcia. Rano, kiedy mam 30 min by dotrzeć do pracy szlag mnie trafia jak muszę iść w tłumie żabojadów. Nie wiem jak oni to robią, ale poruszają się jak ślimaki! Jakby mieli ołów w dupach! (za przeproszeniem). Tempo miasta jest ogromne ale oni spieszą się tak, żeby się czasem nie zmęczyć. Ostatnio szłam za jakimś Francuzem, a nawet starałam się biec bo wiedziałam nadjeżdżające metro. Myślę sobie, zdążę, to jakieś 5 metrów. Taaa.... tylko nie przewidziałam, ze Pan Francuz nie dość że będzie się wlekł to jeszcze będzie szedł środkiem każdego chodnika i pobliskich schodów co by nikt inny go nie wyprzedził..metro odjechało. Co zabawniejsze nawet jak dobiegnie się do metra wcale ni jest powiedziane, ze się do niego wejdzie. Bo kiedy Francuz wchodzi do metra to spokojnie staje sobie przy wejściu i kontempluje gdzie może sobie przycupnąć. To, że za nim stoi 20 osób, które również chciałyby w sumie wejść go zupełnie, ale to zupełnie nie obchodzi! Wiem , ze nie jest to jakaś życiowa tragedia, ale każdego ranka doprowadza mnie to do szału i psuje humor już od rana. Rety czy oni naprawdę nie potrafią chodzić szybciej! Polacy mają jakaś ikrę, poruszają się z energia, a nie jakby szli w pochodzie pogrzebowym. Gorsi są już tylko Arabowie, oni zawsze idą jakby w każdym momencie swojego życia spacerowali dla przyjemności...czy odą do pracy, czy faktycznie spacerują tempo jest ...ślimacze, ale ślimak w wydaniu arabskim ma chyba cięższy domek na grzbiecie więc idzie jeszcze wolniej... Jednak oni, w przeciwieństwie do Francuzów chyba pojęli fenomen ludzi którzy chodzą szybciej od niech i grzecznie wszystkich, którzy nigdy nie mają czasu (czytaj Natalia biegnąca do pracy o 6,30 rano) przepuszczają. Próbowałam, nawet zapytać Francuzów, dlaczego się tak wleką, to odpowiedzieli mi: Ty pochodzisz z Polski, gdzie zawsze jest minus 40 stopni więc musicie chodzić szybko... Tak.. zapomniałam, że oni naprawdę myślą, że w Polsce panuje wieczna zima... Zresztą powinnam się cieszyć, że moi znajomi potrafią przynajmniej zlokalizować Polskę na mapie, bo jakiś czas temu podrywał mnie student 6 roku medycy, który, jak mu powiedziałam skąd pochodzę powiedział bez żadnego zażenowania: "Nie mam zielonego pojęcia gdzie to jest" hmm sans commentaire....