wtorek, 2 lipca 2013

Prezenty edukacyjne dla dzieci NIEmile widziane i debety na koncie...

Musze się podzielić moim ostatnim odkryciem. Otóż moi znajomi jakiś czas temu mieli kupić prezent 13 letniej dziewczynce i tym prezentem ostatecznie okazały się piekielnie drogie markowe perfumy. Trochę mnie to obruszyło, bo jestem zwolenniczką kupowania małolatom raczej jakiś edukacyjnych prezentów, takich jak książki, płyty czy ewentualnie już jakiejś biżuterii (tego ostatniego do edukacyjnych nie zaliczam ;)). Jednak parę dni później zszokował mnie inny kolega -Francuz, który zapytał mnie o pomoc przy wyborze perfum dla swojego 8-letniego (słownie: OŚMIO) kuzyna! Kiedy zobaczył moją minę (która wyrażała szok i niesmak jednocześnie) wyjaśnił mi, że we Francji to całkowicie normalne, że 8 latkowie perfumują się zapachami od Gucciego, Prady, Armaniego czy Hugo Bossa i nie rozumiał dlaczego mnie to tak dziwi! jak się potem okazało, nie jest on wyjątkiem, bo tutaj jest to zupełnie normalne i mimo, że istnieją perfumy dla dzieci, to i tak sporą tendencją jest kupowanie markowych perfum dla dorosłych i oferowanie ich ...dzieciom. Pocieszyło mnie to, że jak mój drogi kolega mi wyjaśnił, dzieci się perfumują ale nie malują. Dzięki Bogu! Ja i tak zostanę przy moich starych przyzwyczajeniach i będę kupowała ośmiolatkom tak hipsterskie prezenty jak zabawki i książki....

Kolejne moje spostrzeżenie:
Kiedyś już pisałam, że Francuzi uwielbiają żyć ponad stan i kupować drogie markowe przedmioty:super. Tez lubię luksusowe produkty i nie powiem, że od nich stronię. jednak jak się okazało, większość moich znajomych (powiedzmy ludzi w wieku 25-30 lat) żyje na ciągłych debetach bankowych. Wydawało mi się, że oni po prostu (tak jak ja) oszczędzają na drogie ciuchy i zegarki, a tu niespodzianka: bo nie! Nawet im się nie śni oszczędzać: No bo jak to! Oni po prostu co miesiąc, wydaja ze swojego konta pieniądze, których już tam nie ma i kończą miesiąc z debetem wysokości 300-500 euro. Co miesiąc! Wydaje mi się to nieracjonalne! Bo nawet jeśli  Polsce to się zdarza, bo bardziej prawdopodobne, to powodem takiego stanu rzeczy jest raczej spowodowane po prostu za małymi zarobkami a nie zakupami w butiku Chanel! Zresztą tutejszy system bankowy jest w tej sprawie dość pobłażliwy i jeśli się nie mylę zabiera odsetki dopiero jak mamy dług 500 euro od ponad tygodnia. Czyli ostatni tydzień można szaleć! Pewnie każdy ma na ten temat inna opinię, ale jak dla mnie jest to po prostu głupie. Może dlatego, że mam manię planowania sobie budżetu i jak kiedyś zdarzyło mi się mieć na koncie dług -30 euro (wielkie przerażenie!) pobiegłam od razu do banku pytając: "Panie co robić?! Dramat! Ile zapłacę odsetek?!." A Pan mi z uśmiechem odpowiedział, że mam jeszcze spory margines i że mam to olać... Kiedy zbulwersowana opowiedziałam to koledze, on mi powiedział (cytuję): " Masz tylko 30 euro długu?! I ty się martwisz?! Jak ja mam -30 euro, jeszcze tego samego wieczoru idę na imprezę i do drogiej restauracji! Ja jestem  na -800 euro. (koniec cytatu) Zostawiam to waszej opinii ;)

8 komentarzy:

  1. Masakra, dobrze, że mój Francuz jest chyba wyjątkiem od reguły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i dobrze ;) tez znam kilka wyjątków i mam nadzieję, że moje czasem zgryźliwe posty nie sprawiają, że ktoś myśli, że ja Francuzów nienawidzę, bo mam wielu wspaniałych przyjaciół ;)Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze wiedzieć takie rzeczy. Przynajmniej, jak w przedziwnych okolicznościach będę zmuszona obdarować czymś francuską dziecinę, będę wiedziała, że należy się natychmiast skierować do pobliskiej "Sephory".

    Rozumiem panikę - sama żyję bardzo oszczędnie i lubię finanse mieć pod pełną kontrolą. Swego czasu naczytałam się wszelakich Balzacków i innych Zoli, więc to francuskie życie ponad stan za pieniądze niczyje jakoś mnie nie szokuje.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana do Liebster Award . Szczegóły na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co kraj to obyczaj. Jeszcze duzo sie napatrzysz i nauczysz (albo i nie) o francuzach. Czasami jest to fajna droga do wzbogacania swojego doswiadczenia o ludziach i kulturze w jakiej zyja. Dla mnie to plus, bo popatrz gdzie tam stres i sromota. Nie ma :)))))
    Moze czasami jest dobrze wziasc po troszku z ich doswiadczen i powiedziec sobie skoro oni tak mowia... to chyba warto ociupinke wychamowac i zaczac sie cieszyc innym nastawieniem do zycia ;)
    (bo Polak to narzekac potrafi.. oj taaaaak )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ja już kilka razy powtarzałam, że mojego bloga trzeba czytać z przymrużeniem oka ;) Jedyne z czym się nie zgadzam to :brak stresu. Uważam, ze np. Paryżanie są niesamowicie zestresowanymi ludźmi, którzy rzadko się nawet uśmiechają, ale południowcy są rewelacyjni!! ;) Pozdrawiam

      Usuń
  6. Alez ja czytam i to z wielkim przymrozeniem :D
    Mowie ze swojego punktu widzenia jako osoby ktora mieszkala w okolicach Paryza i codziennie biegiem do miasta wedrowala bo praca x2 i szkola jezykowa. Jakos mimo tego wszystkiego nie czulam wewnetrznego stresu, a podgladajac zanuzonych w ksiazkach paryzan mialam wrazenie, ze potrafia pomimo czekajacego ich stresu, znalezc kilka minut na ksiazke czy tez gazetke :)))

    OdpowiedzUsuń