niedziela, 20 stycznia 2013

Śnieg we Francji, czyli narodowy kataklizm

Miałam dziś nic nie pisać i powstrzymać się od komentowania stanu chodników i dróg Paryża, który jest zasypany śniegiem od ostatnich 3 dni, ale pech chciał, że dziś niedziela i postanowiłam bohatersko wybrać się do Kościoła.... i to do Polskiego czyli, przy place de la Concorde w samym centrum miasta. Wymagało to ode mnie niesamowitej sprawności fizycznej i umiejętności utrzymania równowagi bowiem we Francji nie używa się czegoś takiego jak : ODŚNIEŻARKI!!!! Śnieg to dramat i żywioł z jakim się we Francji nie walczy. Nie wiem, może oni nie wiedzą, że od soli śnieg topnieje? A może uważają to za zjawisko niebezpieczne? W każdym razie w wiadomościach już trąbili, że w iluś tam regionach ogłoszono stan wyjątkowy! No ba faktycznie tak nieoczekiwane zjawisko pogodowe jakim jest śnieg, śmiało bezczelnie pojawić się w styczniu i zasypać bezbronną Francję... Dramat. I tak jak mówię, miałam to zostawić bez komentarza, ale miarka się przebrała kiedy to przez całą drogę (chodnikiem) szłam niczym mały zmarznięty pingwinek! tylko dlatego, że jest tak ślisko! Ponieważ nikt nic nie odśnieża, śnieg i na chodniku i na ulicach ubija się do tego stopnia, że tworzy pięknie mieniące się w słońcu (a nocą w blasku lamp) LODOWISKO! Ile można tuptać!? Ale to jeszcze nie wszystko! Ha! W drodze powrotnej bowiem czekało na mnie nowe wyzwanie: zejść po kamiennych schodach... Schodach ośnieżonych i wyślizganych, bo jakże. Nie chcę się chwalić, ale tak się trzymałam drabinki, że mało jej nie wyrwałam z ziemi! Tak śmigałam, że przypominałam chodzącego po ścianach Spidermana! Nie ma co, dałam radę. Batman też by się nie powstydził moich wyczynów na schodach z których i tak się w końcu parę razy ześlizgnęłam...Ale walczyłam dzielnie! Do domu wróciłam zmachana i zmęczona całym tuptaniem i wspinaniem się na poręczach. Jedynym plusem całej tej wyprawy było to, że wreszcie, pierwszy raz od dłuższego czasu...porządnie sobie głośno po polsku poprzeklinałam na te żaby!