piątek, 2 maja 2014

Pochówek i kaczka



Mówiłam, że powiem coś o Tuluzie, ale na to jeszcze mam czas. Nasunęło mi się bowiem kilka bardziej ogólnych obserwacji. Już dawna chciałam o tym napisać , a jak przychodziło co do czego to po prostu nie mogłam sobie przypomnieć tych spostrzeżeń.

Byłam ostatnio na imprezie salsowej (jestem wielka fanka tańca, szczególnie latino) i pod koniec  wieczoru, kolega mówi mi, że on idzie na „enterrement cos tam coś tam ” i czy chcę do niego dołączyć. Przy tak głośnej muzyce nie dosłyszałam reszty po enterement (pochówek, pogrzeb) a i nawet reszty nie słuchałam, bo nie wiedziałam o co chodzi z pogrzebem o 22h! Jak niby on chce iść na ten pogrzeb tak z imprezy prosto i o tej porze i … JESZCZE mnie zaprasza?! No oczywiście jak to ja musiałam popełnić lapsus językowy (zrozumieniowy w sumie) bo nie chodziło oczywiście o żaden pogrzeb, ale o „enterrement de la vie de garçon” czyli o nasz polski wieczór kawalerski! Ale jak by to tłumaczyć słowo w słowo to znaczy: pochowanie życia chłopca i analogicznie wieczór panieński to „enterrement de la vie de jeune fille” czyli pochowanie życia młodej dziewczyny. Wiem, że nie każdego fascynuje językoznawstwo i języki obce, ale mnie tak i ten przypadek wydaje mi się niesamowicie ciekawym. Bowiem w języku polskim wieczór kawalerski czy panieński ma raczej optymistyczny wydźwięk, natomiast u Francuzów jest to jakaś tragedia! (z punktu widzenia językowego oczywiście, bo wiadomo, że jest biba striptiz czy takie tam inne kawalerskie atrakcje, a w tym przypadku była to impreza salsa/bachata/zouk). Czyżby Francuzi bali się zamążpójścia i ostatni wieczór singla nazwali pochowkiem? Nie mnie to oceniać, wnioski wyciągnijcie sami…
Zastanawiam się jak się mówi w innych językach np. języku angielskim, ktoś wie?

No ale żeby nie było, cos o południu powiem. Znowu przynudzę trochu o jedzeniu.
Jeśli jesteście fanami kaczki we wszelkich jej formach i przepisach przyjedźcie tutaj na południe w okolice Tuluzy i Montpellier- tutaj kaczki je się niesamowicie dużo! Jest to danie regionalne i co tu dużo mówić, danie przepyszne! Kaczka to jednocześnie drób i czerwone mięso- więc pychota! Wiem, że w Polsce nie je się za dużo kaczki-ale tutaj możecie naprawdę poszaleć, bo kaczka to pasza południa! Mi ostatnio danym było spróbować magret du canard- czyli po prostu piersi kaczki upieczone na steki na patelni. Ludzie no niebo w gębie! Francuzi lubią je tylko opiec z brzegu a w środku zostawiają mięso lekko krwiste. Niektórzy lubią na tyle krwiste, że czerwona strużka leje się po talerzu..

Magret du canard

(zdjęcie, źródło: http://www.une-recette.com)




Po tym cudownym daniu dostałam deser, tez rodem z regionu Midi-Pyrenées i to zrobiony domowym, tradycyjnym sposobem, a mianowicie ciasto: Millasson. Nie wiem jak to ciasto opisać. Generalnie jest to taki typowy wiejski placek bez dodatków. Ma dwie warstwy: jedna bardziej zbita i sucha a druga bardziej budyniowa (powinno to być widać na zdjęciu). Bardzo smaczne ale orgii na podniebieniu nie było.


zdjęcie: ciasto Millason

Ach, co do placków, to zwróciłam uwagę, że we Francji wszystkie placki i ciasta są okrągłe-tarty, quiche, cramble (to akurat nie zawsze), millason, a z kolei my mamy w Polsce raczej bardziej kwadraturę ciast. Wiem, że to kolejna uwaga która nic nie wnosi do ani mojego ani waszego życia, no ale może ktoś kiedyś pisał albo będzie pisał doktorat o formach ciast  i będzie jak znalazł… No to, bon appétit!

4 komentarze:

  1. eh, jak czasami paptrze co sie wyprawia na enterrement de la vie de garçon/fille we Francji, to chyba wole nasze polskie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchylisz rąbka tajemnicy? :)

      Usuń
    2. To na którym byłam wyglądało normalnie, aczkolwiek przyznaję nie dotrwałam do końca wieczoru więc może i przegapiłam jakieś szaleństwo ;D

      Usuń
  2. Magret de canard uwielbiam :) A wieczór kawalerski po angielsku, to "bacherol party" chyba. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń