środa, 9 lipca 2014

Tłumik, który się urywa i niewiarygodna historia ...




Rzadko się nudzę. W ostatnia niedzielę natomiast Malo się z nudów nie złamałam. Pogoda nie dopisała i w rezultacie byłam zmuszona zostać cały dzień w domu. Chciałam coś napisać, ale brakowało mi inspiracji. Pod koniec dnia już nie dałam rady i zadzwoniłam do koleżanki i zaproponowałam byśmy wyszły potańczyć do naszego ulubionego klubu salsy… 

Koleżanka z chęcią się zgodziła i o 22h30 podjechała po mnie samochodem. Ruszyłyśmy w drogę, ale nie spodziewałyśmy się przygód jakie na nas czekały tego wieczoru! Po 10 minutach jazdy usłyszałyśmy ogromny huk, od razu pomyślałyśmy, że to tłumik. Zatrzymałyśmy się jak najszybciej, tuż przy dworcu głównym Matabiau, by sprawdzić co w ogóle się stało. Faktycznie zerwał się jeden pasek od tłumika a że drugi ciągle trzymał wlokłyśmy ten tłumik ze sobą… Jak się szybko okazało, nie byłyśmy jedynymi osobami zainteresowanymi stanem samochodu koleżanki, bo w mgnieniu oka otoczyło nas trzech Albańczyków lub Armeńczyków, którzy mówiąc  częściowo po francusku, częściowo w ich tajemniczym języku (przepraszam, ale naprawdę się panowie nie przedstawili. Wiem tylko, że tego języka nie znam i że wyglądali na ludzi z Bałkan…) zaproponowali nam pomoc. Szczerze mówiąc nie byłyśmy zbyt przekonane i nie chciałyśmy zaakceptować ich propozycji, ale czy tego chciałyśmy czy nie jeden z nich rzucił się pod samochód i parząc sobie ręce przymocował tłumik z powrotem. Podziękowałyśmy, ale jak tylko chciałyśmy odjechać, pan-mechanik prosi nas o 35 Euro. Odmówiłyśmy. 20 Euro. Odmówiłyśmy ponownie! Widząc jego brudne i poparzone ręce, dałam mu chusteczkę, by sobie te ręce wytarł. W pierwszej chwili pomyślał, że daje mu pieniądze, ale gdy po sekundzie zrozumiał, że to tylko chusteczka, przyjął ją ale z niezadowoleniem w oczach… Skorzystałyśmy z sytuacji i szybko ruszyłyśmy ponownie. 

Po 10 metrach - boum! Tłumik oderwał się ponownie. Przejechałyśmy skrzyżowanie i zatrzymałyśmy się niedaleko przystanku autobusowego. No tutaj nie było żadnych Albańczyków-mechaników, była natomiast prostytutka… (fakt, jeszcze o tym nie wspominałam, ale w Tuluzie jest niesamowicie dużo prostytutek. Są wszędzie a w niektórych miejscach stoją już nawet za dnia! Kryzys…). Przywitałyśmy tę panią, której szorty były znacznie krótsze od moich majtek i zajęłyśmy się oglądaniem strat. Tłumik znowu ciągnął się po ziemi… Obdzwoniłyśmy wszystkich znanych nam facetów i jak to bywa albo nie odbierali, albo nie mogli przyjechać, no generalnie zostałyśmy na lodzie z prostytutką w tle … Koleżanka zadzwoniła do swojego taty, by zapytać co mamy robić, on polecił nam: „Odczepcie zupełnie tłumik, to łatwe”.  Próbowałyśmy wcielić w życie tę radę ale na marne… tłumik ani drgnął.
Po chwili pani wykonująca najstarszy zawód świata podeszła do nas i powiedziała, że może zawołać swojego chłopaka i że on nam pomoże.W tym momencie zza krzaków wychodzi niski, puszysty pan, w szortach do kolan i japonkach - prawdziwy alfons! Uśmiechnął się i położył pod maską próbując zdjąć tłumik na dobre. Męczył się chyba z pół godziny, ale nawet przy pomocy miniaturowego nożyka (jedyne narzędzie jakie udało się nam znaleźć) nie udało mu się przeciąć tego grubego gumowego paska… . Co jakiś czas prostytutka podchodziła i dla żartu kopała alfonsa nogą, a to w tyłek, a to w plecy. 
Ja modliłam się tylko, żeby mnie przypadkiem ktoś nie wziął za prostytutkę i się nie zatrzymał. Jak by nie było jestem jak to się mówi we Francji „dziewczyną ze Wschodu”, blondynką, byłam też w szortach, niedaleko dworca głównego, no i miałam obok alfonsa i prostytutkę…
Na szczęście czy nieszczęście nikt się nie zatrzymał ani żeby rozkręcić biznes pani, ani żeby nam pomóc.

Postanowiłyśmy zadzwonić zatem do właściciela klubu, do którego się wybierałyśmy, a który jest naszym przyjacielem. Chciałyśmy poprosić, żeby przynajmniej przywiózł nam jakiś ostry nóż lub nożyczki.. Odebrał telefon od mojej koleżanki, wysłuchał co się stało i odpowiedział z kubańskim akcentem: „Amore de mi Vida. Przybywam!”. I faktycznie, wszystko rzucił i za 15 minut był już pod tym samym przystankiem co my. Kiedy tylko wysiadł, zapytałyśmy go czy przywiózł nam noże. Wrócił do samochodu i wyjął 2 ogromne noże (jeden do chleba, drugi jakiś tasak do mięsa) i jedną parę nożyczek do mięsa. Zaczął nimi machać przed prostytutką, cały uradowany, że może nam pomóc. Kobieta musiała się trochę wystraszyć bo  aż się cofnęła o 3 kroki w tył. 
Alfons ponownie rzucił się pod samochód, by wreszcie odciąć ten tłumik! 
Pod koniec scena była naprawdę komiczna: Alfons w japonkach leżący pod samochodem i odcinający pasek od tłumika nożem do chleba. Właściciel klubu salsy, tuż obok alfonsa, zaglądający pod samochód. Ja z koleżanką, która by dodać otuchy alfonsowi śpiewała, a że on nie chciał nam powiedzieć jak się nazywa, to słowa otuchy brzmiały:  „Dalej jakiś tam, dalej jakiś tam!”. I oczywiście prostytutka, która krążyła wokół nas…
Wreszcie się udało! Po ponad godzinie tłumik został odczepiony! Schowałyśmy go do bagażnika. Ja dałam chusteczki alfonsowi by wytarł swoje ręce. Podziękowałyśmy i odjechałyśmy by wreszcie potańczyć salsę. Tego wieczoru jednak byłyśmy już tak zmęczone, że zostałyśmy tylko chwilę, a po półtorej godziny każda z nas była w swoim łóżku. No ale ja znalazłam inspirację!