niedziela, 15 lutego 2015

Kościół we Francji - nie taki zły



Kościół Notre Dame du Taur -Toulouse*


Tak sobie pomyślałam, że warto wspomnieć coś o instytucji Kościoła. Francja jest bardzo różna od Polski, bo nacisk na laicyzm jest tutaj ogromny. W pracy nie mamy prawa nosić łańcuszków z symbolika religijną, chust na głowę czy innych oznak przynależności religijnej. Z racji wielu kultur i religii, które współżyją we Francji laicyzm jest posunięty do granic śmieszności. W szkołach nie ma krzyży, choinek czy innych ozdób świątecznych a ktokolwiek odważy się przynieść jakąś świąteczną ozdobę zostanie niechybnie stracony w państwowej telewizji. Kościół nie wpływa na politykę państwa –co jest akurat dobre. Ale dni wolne od pracy są powiązane z świętami religijnymi, czego do końca nie rozumiem, bo mało kto do kościoła chodzi a dni wolnych z okazji świąt innych religii nie ma!

 
Co do samego Kościoła i niedzielnych celebracji, to kościoły świecą pustkami. Właśnie wróciłam z mszy i było tak mało osób, że ksiądz poprosił parafian by podeszli pod ołtarz i usiedli na siedzeniach wokół ołtarza na ambonie! Czasami zdarzy się więcej osób, na mszy wieczornej. Samych mszy jest w ciągu dnia 2 lub 3 maksymalnie, a każdy Francuz któremu powiecie, ze idziecie na wieczorna mszę wybałusza oczy i pyta: „Jak to? A msza nie jest tylko rano?” Nie wiem czy to wynika bardziej z ignorancji, ich niepraktykowania czy z oglądania amerykańskich filmów, w których faktycznie na mszę chodzi się tylko rano.
Ja oczywiście nikogo nie zmuszam do praktykowania i każdy może robić co chce. Sama nie jestem najgorliwszą katoliczką i jak opuszczę mszę świat się nie zawali…. Zresztą bardzo podoba mi się ten brak presji i rozluźnione podejście do życia religijnego, który daje ludziom wybór. Nikt nie czuje się zobligowany przez mieszkańców miasteczka, babcie czy rodzinę do chodzenia do kościoła.
Chciałabym powiedzieć krótko o samej mszy i ostatnim wydarzeniu, które mnie … zaskoczyło. Kościoły we Francji są nieodnawiane i nierzadko zniszczone w środku. Księża to bardzo sympatyczne osoby, naprawdę zaimplikowane w życie parafialne. Msze są trochę staroświeckie, często długie. Zawsze jest organista, który wybiera –nie wiem czy na złość czy tak po prostu jest- najtrudniejsze do zaśpiewania smutne pieśni. Wyje jak mało kto. Jestem pewna, że niewielu  wiernych  ma 8 oktawowy głos, ale może on nie jest tego świadomy…. Chrzty są często masowe.  Jakiś czas temu byłam na mszy gdzie chrzczono 10 dzieci, w tym niemało 10-latków… Ale najbardziej zaskoczona byłam dwa tygodnie temu. Niedziela 1 lutego była ostatnią niedzielą przed świętem Ofiarowania Pańskiego, które przypadało na 2 lutego –poniedziałek. Ksiądz mówi, że będziemy to świętować dzisiaj. Wszyscy mieli zebrać się przy wejściu do kościoła. Każdy dostał białą świeczkę, która potem zapaliliśmy jedna od drugiej. Kościół w którym byłam był bardzo stary i mroczny (ale jednocześnie piękny) i ten mały tłumik ludzi ze świecami maszerujący przez środek kościoła wyglądał zjawiskowo. Żałowałam, że nie miałam aparatu. Po mszy, ku mojemu zdziwieniu, na końcu kościoła został postawiony stoliczek z przekąskami, chipsami i paluszkami, po prostu mały „ francuski apéro”. Zaraz przy wyjściu stał ksiądz i jak chciałam niepostrzeżenie wyjść przydybał mnie i mówi : Mały kieliszek Muscat (rodzaj słodkiego białego wina ). Patrzę na niego i oczy wybałuszam. Myślę sobie nie no, ksiądz będzie mi serwował winko na koniec mszy! Tego jeszcze nie było! On dalej: Allez allez, mały kieliszek. Zgadzam się i dostaję wino w plastikowym kubeczku. Piję, obserwuje wszystkich pijących parafian dyskutujących między sobą i z uśmiechem na twarzy opuszczam świątynię.
Takie msze mogłyby być częściej! 

*źródło zdjęcia: źródło : http://www.eos-numerique.com/forums/f39/notre-dame-du-taur-toulouse-196778/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz