piątek, 6 stycznia 2012

Tabac

Zdarzyło mi się ostatnio znaleźć o 7 rano w tabacu. Powodem mojej wczesnej wizyty w tym miejscu było spóźnienie kierownika zmiany na otwarcie butiku w którym pracuję, więc aby nie stać na deszczu ruszyłam w stronę pobliskiego tabacu. Tabac to we Francji bardzo popularne miejsce i jak się okazało pełne osobliwości. Dlaczego popularne? To jedyne miejsce, w którym można (legalnie) kupić papierosy, a że we Francji większość ludzi je pali, więc też i tabac odwiedzają tłumy wielbicieli tytoniu. (dlaczego legalnie?-myślę tutaj o sklepach spożywczych, które w nocnych godzinach, już po zamknięciu tabacu, sprzedają Malboro ukryte pod ladą, za niebotyczną cenę 8 Euro! I mają klientów...). 
Usiadłam przy stoliku zaraz przy oknie, aby obserwować kiedy przyjedzie zastępca szefa na otwarcie Starbucksa. Miało to potrwać jakąś godzinę. Zakupiłam więc kawę i wyciągnęłam książkę co by wykorzystać tę chwilę na dokształcenie się z zakresu historii imigracji we Francji. Jednak jak się okazało, nie byłam jedyną osobą, która przyszła tam poczytać. Jak się okazuje przychodziło tam mnóstwo klientów tylko po to, by przy kawie i papierosie poczytać o 6 czy 7 rano (!!) ulubioną książkę! Kiedy weszłam o 7.00, przy stoliku na tarasie, w deszczu, siedział już pewien pan w średnim wieku zaczytany w grubej księdze. Zaraz potem już z książką w ręku przyłącza  się do niego młoda kobieta. Ten sam zestaw: kawa, książka, papierosy. Następnie miejsce tej młodej kobiety w kręconych blond włosach zajęła starsza pani, tym razem tylko z kawą i dziennikiem... Niesamowite! Co oni tam robią o 7 rano, na tarasie tabacu, w deszczu!? Wydaje mi się, że są to osoby, które wpadają tam przed pracą, bo nie wyobrażam sobie, że budzą się o świcie tylko żeby poczytać w oparach dymu papierosowego i w smugach deszczu.
Poznałam też inną kategorię osób niemających nic wspólnego z bukinistami z tarasu. Okazuje się, że istnieją osobistości, które idą do baru o 7 rano, by napić się piwa! I niekoniecznie jeden kufel... 
Kolejna uwaga: barman znał prawie wszystkich gości, co świadczy o tym że nie był to jednostkowy wypad na poczytanie, tylko, że muszą tam przychodzić każdego ranka. Być może nie jest to jakieś niesamowite zjawisko społeczne, ale ja nigdy nie widziałam we Wrocławiu ludzi czytających książki w kawiarniach, a już na pewno nie o tej porze. Uważam jednak, że to piękny zwyczaj. Nawet mi, która była zmuszona tam siedzieć i czekać ta godzina przy porannej lekturze zleciała szybko i sprawiła niemałą przyjemność.
Warto jeszcze wspomnieć, ze tabac we Francji przypomina bary ze starych filmów. Zawsze jest długa lada, często drewniana. Z jednej strony lady sprzedają się papierosy, a na drugim końcu jest bar. Zawsze jest tam dość ciemno. Jest też maszyna do obstawiania lotka. Na ścianie wisi telewizor i drugi ekran z którego można odczytywać wylosowane liczby-gie liczbowych jest tam szeroka oferta i Francuzi grają w nie dość licznie. Stoliki są przy ścianie a zamiast krzeseł często są skórzane kanapy. Nierzadko czerwone. Barman nosi koszulę. Białą. Zagaduje do każdego. Kiedy wchodzi się do tabacu, nie wiem czy to jakaś reguła, ale przy barze ZAWSZE już ktoś stoi i delektuje się zamówionym napojem, czy to kawą czy alkoholem. Jeszcze nigdy nie weszłam do pustego tabacu. Takie zjawisko chyba nie istnieje. Przecież zawsze jest tam ktoś, komu nie udaje się poczytać w domu i pędzi rano do najbliższego tabacu i zasiada na tarasie...