piątek, 20 kwietnia 2012

kolejki do bibliotek

Jedną z bardzo dziwnych tutaj rzeczy jest to, że do bibliotek są niesamowite kolejki. Nie żartuję! Żeby dostać miejsce  w bibliotece Saint Geneviève , która otwiera się o 10.00 rano trzeba być przed drzwiami biblioteki punk 10 i nie później! A w soboty jak przyjedziecie tam ok 10 to będzie przed Wami stało już ze 100 osób! O 13,00 nawet nie idźcie bo tylko pocałujecie klamkę a zarazem tabliczkę z napisem: nie ma już miejsc w czytelni. Notabene nie wiem dlaczego studenci francuscy dzielnie stoją przed drzwiami, i tak wypełnionej po brzegi biblioteki, bo mi chciałoby się marnować czasu na czekanie, aż ktoś wyjdzie z biblioteki. Widocznie jak to Francuzi mają za dużo wolnego czasu i lubią tak sobie postać.Podobnie ma się sprawa z biblioteką narodową Mitteranda. Jakiś czas temu zerwałam się w niedzielę o 8 i ruszyłam metrem do tej, jedynej otwartej w niedzielę, biblioteki. Gmach jest ogromy. Są to 4 wieże  w kształcie otwartych książek. Mają wysokość 79 metrów. Wieże łączy długi korytarz znajdujący się na poziomie ogrodu. Całe to cudo to wielkie dzieło prezydenta François Mitterand'a, który był w 1996 roku inicjatorem całego przedsięwzięcia- bo jak każdy prezydent Francji chciał po sobie coś zostawić.

 

                                        Na tym zdjęciu trochę słabo widoczna ogromna kolejka do wejścia.

Więc tak jak mówię, ruszyłam z zamiarem wyrobienia sobie karty rocznej jako dzielna studentka pisząca pracę magisterską. Generalnie moje założenie spełniłam, bo kartę roczna za 20 euro wyrobiłam a i owszem, tyle, że po 30 minutach jakie spędziłam na wyrabianiu karty miejsc w czytelni już nie było... Zaproponowano mi wygodny fotelik na ...korytarzu. Jak to nie ma miejsc?!!! Przecież tutaj jest 1500 miejsc dla studentów! To był moment w którym zrozumiałam, dlaczego studenci biegali po korytarzu- baaa chcieli zdobyć ostatnie miejsca! Po chwili irytacji, przycupnęłam na korytarzu, a po 2 godzinach się zmyłam, bo po co niby siedzieć na korytarzu za 20 euro...  Lekko zdegustowana ruszyłam do kawiarni. co jak co ale nie zamierzam zrywać się o świcie by potem biegać po bibliotece w poszukiwaniu wolnego miejsca o nie! O wnętrzu czytelni zatem opowiedzieć nie mogę, bo tam nie weszłam. Jeśli ktoś jest początkującym gościem francuskich bibliotek należy dokładnie poczytać regulaminy, bowiem w każdej z nich mamy prawo do określonej liczby przerw. Np. w Saint Geneviève możemy wyjść niezliczona liczbę razy na 15 minut, ale tylko raz na 45 minut. Poza tym jak kończymy i wychodzimy już "na zawsze" należy przycisnąć odpowiedni przycisk przy wyjściu, co by było wiadomo ile jest wolnych miejsc. Wynika to pewnie z tego, że miejsca w paryskich bibliotekach są bardzo cenne, bo jest więcej studentów aniżeli bibliotek, zatem kiedy już mamy miejsce trzeba go strzec i siedzieć na dupie cały dzień, bo jak nie to jakiś żabojad zaraz się rzuci ze szponami na nasze siedzisko.

Ostatnią biblioteką, którą udało mi się ostatnio zaliczyć była Biblioteka Instytutu świata arabskiego, która znajduje się na brzegu Sekwany, na stacji Juissieu.  Po pierwsze uwielbiam ten budynek, zbudowany w 1987 roku. Jest przepiękny! Zaprojektował go Jean Nouvel- ten sam, który zaprojektował Musée du quai Branly tez w Paryżu czy Torre Agbar w Barcelonie. W budynku na 3 pietrach znajduje się biblioteka z czytelnią. Tak się składa, że moja prace pisze o imigracji arabskiej więc siłą rzeczy już nie raz tam byłam. Biblioteka jest bardzo przyjemna. O dziwo nie trafiłam jeszcze na kolejki, a co najciekawsze nie ma się potrzeby wyrabiania karty! Jedyny minus to, że książki można czytać tylko na miejscu, nie można ich pożyczyć. na samym dole znajduje się księgarnia i restauracja, a na samej górze czeka na nas niespodzianka-taras widokowy, z którego widać Notre Dame-polecam szczególnie w nocy! Poza tym jest tam restauracja z arabską kuchnią i sala konferencyjna.



piątek, 6 kwietnia 2012

Wrocław pobił Paryż


Ostatnio kiedy leciałam, do Polski, już na miejscu, we Wrocławiu spotkała mnie miła niespodzianka-nowe lotnisko! Co najśmieszniejsze jeszcze na pokładzie samolotu dodawałam pewnemu Polakowi otuchy, ponieważ leciał samolotem po raz pierwszy. Po rozmowie ze mną i tuż przed lądowaniem, jak już wiedział, że latam do Wrocławia co najmniej raz na 2 miesiące zapytał mnie czy lotnisko we Wrocławiu jest większe od tego w Beauvais... Ja z wilką pewnością siebie odpowiedziałam: proszę pana, beznadziejne i małe jak Beauvais, jak nawet nie mniejsze. Jako częsty latacz byłam w tym momencie zaufanym źródłem informacji. Jednak mina mi zrzedła kiedy faktycznie wylądowaliśmy, a Pan obok z radością westchnął: „no to będziemy żyć”.... bo na miejscu starego malutkiego terminalu stało piękne i nowoczesne lotnisko!!! Nawet się zastanawiałam czy do dobrego miasta przyleciałam … Wylądowaliśmy na nowym ogromnym i nowoczesnym terminalu Wrocławskiego lotniska przy którym Beauvais wygląda jak stara zasypana sianem stajnia!!!! Generalnie Beauvais nigdy mi się nie podobało, a sami Francuzi żartują, że to lotnisko to jakaś atrapa i że cud że w ogóle coś tam ląduje! A Wrocław?! Chapeau-bas! Piękna oszklona, dwupiętrowa konstrukcja, nowoczesne przestronne i sprawnie działające lotnisko. Poza tym znajduje się blisko centrum. no, o wiele bliżej niż Beauvais do którego trzeba brać specjalna busik za 15 Euro, a jedzie się tam 1,5 godziny! Przynajmniej tym Polska może się pochwalić na Euro 2012! Jestem za!