niedziela, 10 marca 2013

Paryskie kamienice

Tak sobie ostatnio przemyślałam, pozbierałam moje wielkie przemyślenia do kupy i voila mam kilka nowych uwag co do Francuzów. Otóż wydaje mi się, że mimo tego, że uwielbiają ładnie się ubierać (co jest tutaj komplementem a nie zgryźliwą polską uwagą) i żyć ponad stan (to ta uwaga) to ich mieszkania mają taki hmm typowy "francuski" charakter. Jest kilka wyznaczników francuskiego mieszkania. 
Po pierwsze uwielbiają biały kolor. Może to być głupia uwaga z mojej strony, ale naprawdę w większości mieszkań ściany są białe, framugi i meble też od tego kodu kolorystycznego daleko nie odbiegają. Zresztą kiedyś widziałam w katalogu z meblami "styl prowansalski" który charakteryzował się noo białym kolorem i prostotą i faktycznie we Francuskich domach królują białe meble i wiklina. To taka sobie ciekawostka niech będzie. Ale oprócz tego są niestety bardzo ... brudne albo przynajmniej zabałaganione. Naprawdę! W domach większości właścicieli spodni od Yves Saint Laurent i Gucci panuje okropny syf! nie wiem z czego to wynika ale czasem zastanawiam się, czy oprócz odśnieżarki nie należałoby zapoznać Żaby z odkurzaczem i mopem! nie jest to tylko moja opinia, bo nawet moja znajoma, która wizytowała kilka bogatszych domów również była zszokowana burdelem jaki tam panował. Nawet jeśli Was zapraszają do domu, nie zdziwcie się jak na kanapach będą stosy prania, w zlewozmywaku kupa naczyń a do podłogi będzie można się przykleić! Niech Was nie zwiodą markowe okulary waszych gościnnych francuskich przyjaciół, bo możecie przeżyć szok kulturowy wchodząc do ich domów! Mi się wydaje, że nawet w skromnym polskim mieszkaniu, jak się kogoś zaprasza to się sprząta (przynajmniej jakoś ogarnia) przed wielkim dniem wizyty, a tutaj niekoniecznie...żaden Francuz nie będzie się męczył, żebyś ty mógł oddychać czystym niezakurzonym powietrzem! Może dlatego tak lubią spotykać się w restauracjach bo i nie trzeba sprzątać a i zmywanie odpada... no i można dobrze zjeść.
No to już sobie pomarudziłam, to przejdę do komplementów. Francuskie mieszkania są bardzo jasne i pełne światła. Raczej nie znajdziecie w nich meblościanek, a niejednokrotnie meblem pod telewizor będzie czadowa, hipsterska walizka... Zamiast wielkiego drewnianego stołu może być stół ogrodowy i żeberkowe krzesła (jak dla mnie bomba). 
Jeśli chodzi o kamienice, to mają przepiękne framugi i listwy ciągnące się przez ściany. Cudo. Do tego dochodzi kominek w niemal każdym pokoju! Nawet jak nie działa, wygląda przecudownie no i hipstersko. Co do paryskich mieszkań, to mało jest takich wielkich przestrzennych. Zawsze są pokręcone, ciasne i mają dziwny układ pokoi i korytarzy ale stylówka taka moim zdaniem dodaje im uroku. Jest to problematyczne jedynie jak chcemy się do takiego mieszkania wprowadzić, albo z niego wyprowadzić, bo meble nie przejdą przez kręte schody klatki schodowej, więc liczmy się z zamawianiem specjalnego dźwigu i wciąganiem mebli przez okna. Co ciekawe, w Paryżu nie ma typowych klatek schodowych (no oprócz wielkich HLM- blokowisk, ale będę pisała głownie o kamienicach) ale są takie hmm ganki. Tzn wchodzimy przez drzwi z ulicy, ale wychodzimy na krużganek i dopiero stamtąd udajemy się do "klatki schodowej" i naszego mieszkania. Dlatego też kamienice przylegają równolegle do ulic, bo klatki są właśnie "w środku" budynku. Kolejna ciekawostka (o której słyszeli chyba wszyscy moi znajomi, którzy mnie tutaj odwiedzili) długość i wysokość każdej kamienicy w Paryżu jest wprost proporcjonalna do długości ulicy przy której stoi. Jest to efektem reformy Haussmann'a z XIX wieku, który postanowił zrobić z Paryża prawdziwą stolicę, zbudować wielkie bulwary i proste ulice, więc po prostu pozrównywał z ziemią wszystko co do jego planu nie pasowała i mówi się, że to dzięki niemu możemy podziwiać dzisiejszą, przyznaję piękną, panoramę Paryża. Nie odbyło się bez strat bo, pan Haussmann porządnie uszczerbił (dosłownie cięto i wyburzano) budynki z terenu 3/4 miasta. (zachował się Montmartre). Kamienice są w Paris białe, kremowe i mają takie charakterystyczne szaro-niebieskie dachy. generalnie wszystkie są do siebie bardzo podobne, więc zawsze jak się gdzieś zgubię w ciemnej uliczce nie jestem w stanie powiedzieć, czy jestem blisko daleko czy już totalnie nie tam gdzie trzeba, bo wszystkie ulice wyglądają podobnie! Ale to właśnie uwielbiam i uważam, że jest to (jak do tej pory) najpiękniejsze miasto jakie widziałam. nie wiem ale dla mnie za każdym razem tworzy się magia kiedy spaceruję po tym mieście. 
Wyobraźcie sobie, że idziecie ulicą Rivoli, po prawej stronie macie Marais, a po lewej kilka budynków dalej można z mostu Marie zobaczyć dwie wybijające się wieże Notre Dame. Idę dalej Rivoli, mijam po lewej Hotel de Ville z karuzelą, która zawsze tam stoi, a po prawej znad budynków widać niebieskie rury Centrum Pompidou. Kawałek dalej dochodzicie do Chatelet z ta samotna wieżą, która jest efektem niedokończonych prac nad nową katedrą. I tutaj trafiamy na jeden z wielu bulwarów zbudowanych przez Haussmanna-boulevard Sebastopol. Jeśli zejdziecie do metra Chatelet to jest tam mój ulubiony SDF (bezdomny), chłopak w blond długich dredach, który zdobył moje serce jak zaśpiewał tym swoim chropowatym głosem "No women no cry". Jeśli jednak pójdziecie dalej to po lewej stronie powita Was muzeum Louvre, a jeśli będziecie się upierać i zostaniecie na ulicy Rivoli to przejdziecie obok ogrodów Tuileries i zajdziecie się na Place de la Concorde. Stąd już tylko 5 przejść dla pieszych (no pokonanie tego rondo-autostrado-wielopasmowej ulicy wymaga niestety takiej ilości) wyjdziecie bezpośrednio na ...Champs Elysee na końcu których stoi dumnie Łuk Triumfalny. Tak, ja chyba za to... tak kocham Paryż ;)