czwartek, 23 maja 2013

Jak Paryż to Chanel N 5

Dziś wybrałam się do Palais de Tokyo (Metro Ièna), gdzie obecnie jest wystawa poświęcona słynnym perfumom Chanel numer 5. Wystawa jest rewelacyjna i jeśli macie możliwość to gorąco ja polecam!

Z informacji praktycznych: 
Wystawę możemy oglądać do 5 czerwca 2013 i jest darmowa. Otwarta jest codziennie, oprócz wtorków. Na miejscu dostaniecie od razu mały przewodnik-całkiem spora książeczkę z papieru kredowego, która traktuje o każdym eksponacie (wersja po francusku lub angielsku). Poza tym każdy zwiedzający może się wyekwipować w przewodnik audio, za darmo (tez po angielsku lub francusku).

To teraz przejdę do samej wystawy ;)
Oczywiście tematem przewodnim są już historyczne perfumy Chanel numer 5, ale sporo można się dowiedzieć o samej Coco Chanel, jej inspiracjach, podróży do Wenecji i o życiu w latach 20. Chanel, jak się okazuje, poznała takie osobistości jak Jean Cocteau (francuski poeta) jak i Serge'a Dighilev'a (twórcę słynnego Ballets Russes- grupa "Rosyjski balet") czy Igora Stravinskiego (muzyk, twórca "Święta wiosny" i  kochanek Coco). Znajdziemy też tam liczne dzieła Picassa i Apollinaire'a czy Salvadora Dali, którzy żyli w tych samych czasach, co panna Chanel.
Dowiemy się, że np prosty w formach i kształtach kubizm był inspiracją dla opakowania perfum Chanel N5, tak samo jak to, że kształt flakonika jest niczym innym jak wariacją na temat metalowych buteleczek od  męskich wód kolońskich. Ale zacznijmy od początku....
Kolebka perfum w Europie była Wenecja i to tam ekstrahowano olejki, którymi skrapiała się współczesna burżuazja. Na początku XX wieku nie istniały kompozycje perfum, tylko pojedyncze zapachy jak jaśmin, róża czy pizmo. Coco Chanel chciała od tej tradycji odejść i poprosiła Ernesta Beaux (jego rodzina była odpowiedzialna za tworzenie perfum dla cara Rosji...) o skomponowanie zapachu kobiety, zapachu innego od wszystkich jej współczesnych. W efekcie powstały perfumy wieloskładnikowe (takie jakie obecnie mamy na rynku), z których ciężko było odróżnić konkretna nutę zapachową. Jak już mówimy o wieloskładnikowości , to Ernest Beaux poszedł na całość i składników w Chanel N5 możemy znaleźć nie kilka, ale aż 80 (!). Perfumy odniosły ogromny sukces nie tylko we Francji, ale na całym świecie i każda ówczesna kobieta marzyła by ten prosty w formie flakonik stał na jej toaletce. zapach ten jest jedynym, który utrzymuje się na rynku od tylu lat, i nigdy nie został zmieniony!
Nazwa numer 5, która stała się liczbą-talizmanem dla samej Chanel-jest po prostu numerem kompozycji laboratoryjnej jaką prezentował jej twórca. Piaty zapach, który spreparował Ernest Beaux spodobał się fundatorce największego domu mody na świecie i taką tez nazwę przyjęły perfumy. Pasuje to też do samej idei Chanel, która zawsze była za prostotą i elegancja, ale też odróżniało perfumy od innych jej ówczesnych, bowiem w 1921 roku wszystkie perfumy miały nazwy niemal poetyckie.
Wracając do symboliki liczby 5: Chanel uważała, że ta liczna przynosi jej szczęście i zawsze ustalała swoje pokazy 5 dnia miesiąca (5 lutego i 5 sierpnia). Nawet w jej mieszkaniu liczba pięć była obecna-np liczba lam na żyrandolu. Co ciekawe, nawet na swoim grobie Chanel zażyczyła sobie wygrawerowanie 5 głów lwów...

Etykietka, prosta w swojej formie jest zainspirowana dadaistycznymi "papillons DADA"-malutkimi karteczkami papieru, z prostym drukiem, na których dadaiści pisali krótkie teksty, praktycznie jednozdaniowe poematy. najczęściej podpisane przez Tristana Tzara (francuski poeta).
Znajdziemy też kilka informacji o logo firmy, które oprócz tego, że jest podwójnym "C", obróconym względem siebie niczym lustrzane odbicie, i które jest oczywiście pierwszą literą imienia Coco, może być zainspirowane emblematem Katarzyny Medycejskiej (jest niemal identyczne).
Na końcu wystawy możemy powąchać 7 podstawowych zapachów perfum (serce perfum, baza) oraz zobaczyć w zasuszonej formie wszystkie 80 składników. Przed wyjściem, w sali projekcyjnej, można jeszcze obejrzeć wszystkie reklamy jakie powstały w celu promocji Chanel N5-nawet nie zdawałam sobie sprawy, że reżyserami tych reklam są takie osobistości jak Luc Besson czy Ridley Scott!

Wystawa naprawdę pozwala przenieść się w lata 20 i pokazuje nam, że nawet  tak błaha rzecz, jak perfumy, które raczej kojarzą się z luksusem i próżnością, mogą mieć piękną historię, połączoną z literaturą i sztuką...Polecam zatem serdecznie wystawę i mam nadzieję, że przybliżyłam nieco świat Chanel ;)


                                                 Reklama: "Każda kobieta chce Chanel N5"

                                         Książeczka z laboratorium, gdzie powstały perfumy.

Marylin Monroe zapytana, w jednym z wywiadów, co nosi jak idzie spać, odpowiedziała : tylko Chanel N5.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz