wtorek, 16 września 2014

La rentrée 2014 i książka Valérie Trierweiler


Wydaje mi się, że już kiedyś pisałam o tym, że Francuzi nie żyją według roku kalendarzowego, ale że pozostają ciągle w rytmice roku szkolnego. Z tego też powodu we Francji powrót z wakacji i rozpoczęcie roku szkolnego we wrzeniu jest ogromnym wydarzeniem. "La rentrée" czyli ten "nowy początek" nie jest znaczący tylko dla uczniów szkolnych, ale dla każdego przeciętnego Francuza. W sumie nie jest to zupełnie bezpodstawne, ponieważ w sierpniu życie we Francji zamiera, a szczególnie odczuwa się to w mniejszych i średnich miastach. W Paryżu faktycznie się o tym mówiło, ale np fakt zamknięcia jednej knajpki czy baru nie był dla mnie jakiś szczególnie szokujący, ponieważ w stolicy jest ich setki czy tysiące i zawsze mogłam znaleźć "miejsce zastępcze". W Tuluzie natomiast dość boleśnie odczułam zamknięcie moich ulubionych miejsc/barów/restauracji, bo kiedy szukałam alternatywy, inne miejsca też były pozamykane! Trzeba zatem pamiętać, że jeśli wybieracie się na wakacje do Francji w sierpniu i do niekoniecznie turystycznego miejsca, to możecie znaleźć się w sytuacji, w której wszystkie restauracje czy kawiarnie będą pozamykane przez cały miesiąc, a wy będziecie zdani na tych kilka, które zdecydowały się pojechać na wakacje w lipcu i w sierpniu są otwarte, bądź na wiecznie otwarte ... kebaby! (Wiadomo, że ten typ fastfoodów funkcjonuje o każdej porze dnia, nocy i roku...). 
W tym roku odkryłam również, że la rentrée nie jest jedynie tematem rozmów pracowników i znajomych ale, że mówi o tym KAŻDY i słychać o tym wszędzie! Poszłam na mszę- ksiądz mówił, że wita nas na rentrée i że cieszy się, że wróciliśmy (jakby ktoś miał wybór i mógł nie wrócić z urlopu..). Włączyłam telewizor, a tam wszystkie dzienniki dzielnie przekazywały nagrania z powrotu polityków do pracy. Nawet w przemyśle księgarskim, wielu autorów wydaje książki dopiero we wrześniu, by ich dzieła otrzymały wyróżnienie w postaci opaski na książkę z napisem "la rentrée 2014". Oczywiście wszyscy, zarówno, ksiądz, politycy i autorzy mówią o tym jak to jest ciężko wrócić do pracy. Jakie to jest bolesne ale i nieuniknione. I tak... co roku. Ach i żebym nie zapomniała, nawet jeśli na wakacjach nie byliście, bo albo ich nie macie, albo jedziecie gdzieś w październiku czy nawet później, rozmowy o ciężkiej la rentrée Was obowiązują. Natomiast jeśli wrócicie potem z waszych późniejszych wakacji, nikogo nie będzie interesowało czy ciężko się wam ponownie zabrać do pracy. Po prostu nie wbiliście się w kalendarz à la française i tyle.

                                               Valérie Trierweiler

Co do tematu książek, to największym hitem tegorocznej  rentrée w księgarniach była książka Valérie Trierweiler (nazwisko absolutnie niemożliwe do wymówienia, nawet dla Francuzów), byłej partnerki obecnego prezydenta Francji François Hollande, pt "Merci pour ce moment" (tłum. Dziękuję za te chwilę/moment). W książce tej była pierwsza dama, chcąc chyba zemścić się za głośną zdradę prezydenta z blond aktorką, opisała urzędującego jeszcze przecież polityka jako chamskiego buca, który nienawidzi ludzi biednych i często sobie z nich pokpiwa. Miałby nawet nazywać ich "sans-dents", czyli bezzębni... Lektura ta wywołała wiele kontrowersji w świecie literackim, ale głownie w politycznym. I mimo, że książka ma opowiadać o życiu pani Trierweiler w Pałacu Elizejskim, prasa i ludzie zatrzymali się na tych kilku "najgorętszych" cytatach, które wyrażają się dość niepochlebnie o prezydencie François Hollande. Sam prezydent odpowiedział na te zarzuty na konferencji prasowej, mówiąc , że nieprawdą jest iż gardzi ludźmi biednymi argumentując to pochodzeniem z ubogiej rodziny... Co do samej autorki to wielu polityków zarzuciło jej brak klasy i to, że nie powinna dzielić się tak intymnymi wspomnieniami ze światem. Wielu zarzekło się też, że książki nie przeczyta - w to akurat nie wierzę. Czy pomysł pani Valérie Trierweiler był trafny czy nie, nie mnie to oceniać, w każdym razie z ekonomicznego punktu widzenia był, ponieważ po niecałych dwóch tygodniach od wyjścia książka sprzedała się w 145 000 egzemplarzy, co przy cenie 20€ za sztukę miałoby jej przynieść zysk wysokości 1 miliona euro. Ktoś jednak tę książkę czyta...

Mały wtręt do posta o skrótach: Jeśli chcecie zamówić piwo Desperados w barze we Francji, musicie poprosić o "Despe". Dodanie "rados" sprawia, że wyraz przekracza ilość sylab, którą może strawić przeciętna Żaba :)


2 komentarze:

  1. U mnie wrzesień to blogowe rentrée po rocznych wakacjach od blogowania ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, czyli też celebrujesz tradycję rentrée! ;D

      Usuń